Informacje ogólne
#1
Stolica: Bangkok
Ustrój: Dyktatura militarna (autorytaryzm)
Model gospodarczy: Gospodarka cesarska (centralne planowanie)
Język urzędowy : tajski 


Dane na: <rok>

Ludności : <ile mln>   
Reputacja: <od -10 do +5> 
Zamożność: <wynikająca z WP/ludność>
Poziom mobilizacji: <jaki poziom mobilizacji>

Cechy społeczeństwa : uzupełnia MG

Aktualne umowy i pakty:

Państwa satelickie:

Struktura narodowościowa :  uzupełnia MG
Struktura religijna :  uzupełnia MG
Odpowiedz
#2
Głowa państwa: Cesarz Rama XVI z dynastii Chakri
Szef rządu: Marszałek naczelny Chamlong Thanarat

Postacie fabularne:
- Rama XVI - Inkarnacja Visznu i Sziwy, boski cesarz kraju, wzór dla każdego mieszkańca Tajlandii, niegasnące Słońce piękna i dobroci, którego każdy oddech niesie tchnienie światu. W rzeczywistości jest to zaledwie ośmioletnie dziecko, odizolowane od świata, w pełni uzależnione od woli rządzącej junty. Propaganda którą rząd karmi społeczeństwo tworzy z niego praktycznie żywe wcielenie bogów, lecz w praktyce może co najwyżej pomarudzić, że na śniadanie chce kakao i parówkę.
- Chamlong Thanarat - faktyczny władca Tajlandii. Skromny, 68-letni bohater narodowy, który zdążył już służyć trzem cesarzom. Wsławił się kilkoma wyprawami wojennymi przeciwko pomniejszym królestwom, które odmówiły uznania boskiego autorytetu cesarza, a następnie brutalnym pacyfikowaniem podbitych krain. Dla swoich własnych ludzi nie jest jednak złym przywódcą - poświęca uwagę kwestiom socjalnym, zdaje sobie sprawę, że do wykarmienia armii przydaje się jakiś przemysł cywilny i nawet skrócił obowiązkowej służby wojskowej z ośmiu do czterech lat. Obecnie jednak robi się coraz starszy i chodzą słuchy, że za niedługo trzeba będzie wybrać kolejnego "bohatera wojennego".
- Prayoon Dibabha - jeden z generałów junty. 43-letni, ambitny skurczybyk, który jest otwarcie zafascynowany ideologią totalitarną i preferowałby ścisłą kontrolę nad społeczeństwem, które chciałby siłą zmusić do dopasowania się do swojego ideału "tajlandzkiego wojownika". Otwarcie nazywa fakt, że okoliczne państwa jeszcze nie zostały podbite "zbrodnią przeciwko świętej osobie cesarza".
- Sarit Pramoj - kolejny z dowódców junty, o wiele bardziej konserwatywny od Prayoona. Jego zdaniem "opieka" wojska nad Tajlandią i cesarzem jest konieczna, lecz nie zamierza przy tym pakować społeczeństwa w kajdany.
- cesarzowa Amarindra Nakwanich - żona świętej pamięci cesarza Ramy XV i macocha obecnego władcy. Ukochana przez lud ze względu na swoją działalność charytatywną. Plotki głoszą, że próbuje formować wokół siebie krąg lojalnych ludzi, nawet takich o umiarkowanie demokratycznych poglądach, lecz z całą pewnością są to tylko podłe oszczerstwa szerzone przez Chińczyków czy innych Filipińczyków.
Odpowiedz
#3
Ustrój:

"Gdy stary świat konał, my trwaliśmy. Gdy zdegenerowane narody Europy zdychały na ulicach własnych, skażonych grzechem miast, lud Tajlandii trwał wiernie przy cesarzu. W morzu barbarzyństwa i ciemnoty byliśmy światłem bogów, ostatnią ostoją cywilizacji. Dlaczego zatem zapomnieliśmy, jak wielka odpowiedzialność na nas ciąży? Dlaczego pozwoliliśmy by wokół nas królowali watażkowie i bandyci, mieniący się monarchami? Każdy oddech, każdy gest który nie przyczynia się dla chwały dynastii jest zbrodnią niegodną sług cesarza!"
Generał Prayoon Dibabha, fragment z memoriału "Dla większej chwały"

Tajlandia jest monarchią absolutną rządzoną przez cesarza. Jest on inkarnacją Viszny i Sziwy i najwyższym autorytetem w całym kraju. Nic nie dzieje się bez jego wiedzy i błogosławieństwa. Wszyscy władcy pochodzą z przedwojennej dynastii Chakri, potwierdzając tym samym boską rolę przeznaczoną temu rodowi - skoro nawet zarazy i wojny nie nadwyrężyły ich władzy w Tajlandii, to niby kto byłby w stanie to uczynić?

W rzeczywistości kraj znajduje się pod kompletną dominacją wojska. Zarząd cywilny już od dawna znajduje się w rękach oficerów, każdy nominowany przez cesarza urzędnik, sędzia czy minister wywodzi się z szeregów junty, a obywatele mają obowiązek odsłużenia czterech lat w wojsku by odpowiednio nasiąknąć patriotyzmem. Władza sprawowana jest przez marszałka naczelnego, z reguły dożywotnio.

Mimo tego rządzący nie przekroczyli linii dzielącej autorytaryzm i totalitaryzm. Obywatele mają spory zakres swobód obywatelskich, dozwolona jest pewna wolność słowa (z zastrzeżeniem, że niektórzy zbyt radykalni dziennikarze mają tendencję do wypadków śmiertelnych, które są absolutnie naturalne i nikt nie maczał w nich palców) i, pomijając czteroletnią służbę, władza niezbyt przymusza ludzi do czegokolwiek.

Prawa mniejszości nie są chronione w żaden sposób - ale to ze względu na dość szerokie pojmowanie narodowości tajskiej oraz religii buddyjskiej. Polityka uniformizacji, prowadzona przez niektórych z poprzednich dyktatorów, dała rezultaty - oficjalnie w kraju są tylko tajowie, i tylko buddyści. W praktyce spora część z tych rezultatów jest tylko na papierze, ale obecnego marszałka taki stan rzeczy satysfakcjonuje, tak długo jak nikt się nie burzy.

Obecnie Tajlandia znajduje się jednak na rozdrożu - radykalne grupki oficerów chcą zmodernizować państwo i je przeobrazić w militarną bestię, opozycja coraz częściej coś przebąkuje o demokracji, niektórzy monarchiści chcą przywrócenia prawowitej roli cesarza... Wydaje się nieprawdopodobne, by obecny stan rzeczy miał się utrzymać przez dłuższy czas.

//by Darne
Odpowiedz